kliknij żeby powiększyć kliknij żeby powiększyć kliknij żeby powiększyć
kliknij żeby powiększyć kliknij żeby powiększyć kliknij żeby powiększyć
kliknij żeby powiększyć kliknij żeby powiększyć kliknij żeby powiększyć
kliknij żeby powiększyć kliknij żeby powiększyć kliknij żeby powiększyć
kliknij żeby powiększyć kliknij żeby powiększyć kliknij żeby powiększyć
kliknij żeby powiększyć kliknij żeby powiększyć kliknij żeby powiększyć
kliknij żeby powiększyć kliknij żeby powiększyć kliknij żeby powiększyć
kliknij żeby powiększyć kliknij żeby powiększyć kliknij żeby powiększyć

Lądowanie w Wenezueli

Wyprawę rozpoczęliśmy jak już to zostało powiedziane w Caracas, z banalnego powodu, który można w skrócie określić jako najtańsze bilety. Głosowaliśmy w największym chyba obwodzie wyborczym obejmującym wszystkie Gujany, dużą część Antyli i Wenezuelę. Frekfencja nie była chyba najwyższa, bo w wyborach parlamentarnych wzięło udział 66 osób:)
Po 3 dniach ruszyliśmy do na zachód, do Meridy. Powody były dwa. Po pierwsze przez net wyszukałem człowieka, który obiecywał pracę w reftingu, co okazało się niewypałem. Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że to co mówią latynosi trzeba brać z przymróżeniem oka. Drugi powód to, że Merida jako miasteczko akademickie dobrze nadaje się do nauki hiszpańskiego. Spędziliśmy tam w sumie 3 tygodnie ucząc się i robiąc 2 wycieczki: do Parque Nationale de Rio Catatumbo (przepiękny spływ rzeką aż do Laguna de Maracaibo) i trek na Pico Pan de Azucar (szczyt w parku La Culata, 4660 m n.p.m.). Byliśmy też w skansenie Venezuela de Ante, ale to było słabe.
Obok na zdjęciach zobaczyć można Caracas, w którym nie ma nic specjalnego, prócz klimatu ogromnej, gorącej, położonej nisko w górach wielkiej stolicy.
Kolejne fotki to wycieczka do El Contrado i Rio Catatumbo. Duże przygody. Do wioski na palach na jeziorze Maracaibo wpłynęliśmy z poznanymi strażakami, mającymi tam rodzinę. W związku z tym poznaliśmy toroche lokalnego klimatu. Specjalnie zorganizowali dla nas walki kogutów, zabrali na jedyną w okolicy plaże, pływaliśmy też po jeziorze w poszukiwaniu delfinów. Małpy i inni mieszkańcy dżungli też byli okazjonalnie widoczni.
Dalsze zdjęcia to wycieczka w Andy. Pierwszy raz wspinałem się na takie wyokości. Zupełnie niesamowita przygoda. Brakuje tlenu, niskie ciśnienie. Człowiek zdaje sobie wtedy sprawę z tego, że jest malutki i słabiutki. Ostatecznie szczyt zdobyliśmy i satysfakcji mnóstwo.
Ostatnie fotki ze skansenu.
Po ponad trzech tygodniach w Wenezueli, z wizami Kolumbijskimi w paszportach ruszyliśmy do Maicao i przekroczyliśmy granicę.

kliknij żeby powiększyć kliknij żeby powiększyć kliknij żeby powiększyć kliknij żeby powiększyć kliknij żeby powiększyć kliknij żeby powiększyć

Główna podróże wenezuela Kolumbia Ekwador hobby

Valid HTML 4.01 Transitional